Niemiec pobity do nieprzytomności na Osiedlu Leśnym | OBORNIKI. Tegoroczna noc sylwestrowa został uznana przez służby porządkowe za jedną z najspokojniejszych. Akty wandalizmu i pobicia były sporadyczne, ale nie obyło się bez bardziej poważnego incydentu.
Pewne niemiecko-polskie małżeństwo spędzało karnawałowy wieczór w obornickiej restauracji przy ulicy Obrzyckiej. Czas płynął im na zabawie i opijaniu nowo rozpoczętego roku. Jednak nie było im dane świętować w spokoju. Co pewien czas w ich kierunku dolatywały docinki ze strony dwóch młodych oborniczan. Uważali oni obecność obcokrajowca na obornickim Sylwestrze za wydarzenie co najmniej dziwaczne.
Z upływem godzin dwaj młodzi mężczyźni stawali się coraz bardziej agresywni, na co niewątpliwie wpływ miał wypity przez nich w dużej ilości alkohol. Wreszcie, nie owijając w bawełnę, za pomocą dosadnych wulgaryzmów kilkakrotnie określili, gdzie znajduje się miejsce dla ,,szkopa''.
Na szczęście obcokrajowiec nie rozumiał dostatecznie języka polskiego, z tego powodu wulgaryzmy nie docierały do niego. Jego żona, rodowita oborniczanka, starała się nie reagować na bezwstydne zachowanie niewychowanej młodzieży.
Około godziny 3 w nocy małżeństwo wracało do domu, przechodząc po drodze przez Osiedle Leśne, tuż przy bloku nr 11. Tam zostało napadnięte przez tych samych dwóch młodych mężczyzn, którzy wcześniej obrażali ich w restauracji.
Dzielni obrońcy polskości Obornik zaatakowali męża Polki od tyłu, powalając na ziemię. Następnie rozpoczęli kopać go w głowę.
Krzyki kobiety były tak donośne, że jeden z mieszkańców sąsiedniego bloku wyszedł na balkon, aby sprawdzić, co się dzieje. On również zaczął głośno krzyczeć, co wystraszyło napastników, zwłaszcza że na balkonach zaczęli pojawiać się inni okoliczni mieszkańcy. Natychmiast zadzwoniono po policję i karetkę.
Pobity mężczyzna leżał w ciężkim stanie na mrozie. Krwawił, a po chwili stracił przytomność. Mieszkańcy Osiedla Leśnego pospieszyli z pomocą. Z balkonów zrzucano koce i nakrycia, aby osłonić przed wyziębieniem nieprzytomnego mężczyznę. Przechodzące ulicą inne małżeństwo, słysząc krzyki podbiegło na miejsce zdarzenie i starało się pomóc rannemu.
Po zabraniu mężczyzny przez karetkę pogotowia, policja wraz z małżonką poszkodowanego pojechała do restauracji z nadzieją, że sprawcy pobicia nadal się tam znajdują.
Jak się okazało, trop był właściwy. Młodzi napastnicy wrócili, jakby nigdy nic się nie stało, do swoich dziewczyn i bawili się dalej. Tańce przerwali im funkcjonariusze policji, którzy po wezwaniu posiłków, wraz z żoną poszkodowanego, wtargnęli do restauracji i zakuli w kajdanki obu mężczyzn.
Aresztowani przez policję napastnicy to bracia P.N. i M.N. z obornickich Bielaw. Jeden z nich był już wcześniej dobrze znany policji. Teraz staną przed sądem i odpowiedzą za ciężkie pobicie. |
|
 | | OBORNIKI TV |
Podczas gdy reprezentacja Polski rozgrywała swoje spotkania, Lech Poznań rozegrał sparringowy mecz z Wełną Rogoźno. Największą gwiazdą był Bartosz Bosacki. Nie wszedł on jednak na boisko, ale rozdawał autografy i robił zdjęcia ze swoimi fanami. Wynik 11:1 dla Lecha.
 | | NUMER 628 - TEMATY |
 | | W NAJNOWSZYM NUMERZE |
◊
Bogdan i wujek w jednym stali domu. Bogdan po prawej, a wujek po lewej.
Mieszkanie Bogdana W. dzieliła od mieszkania jego wuja zaledwie szerokość korytarza. Obaj krewni mieszkali w pałacu w Gołaszynie, a wygód tam nie było. Tak naprawdę ich lokale były tylko dawnymi pokojami podupadłego gmaszyska.
Bliskość wuja była 36-letniemu Bogdanowi bardzo na rękę, bo nie lubił spędzać czasu ze swą starą, schorowaną matką. Co innego gościna u wuja. Tam zawsze było coś do wypicia, zaś obaj należeli do wyjątkowych amatorów różnorakich nalewek babuni i win owocowo-siarkowych.
◊
Nie inaczej było 23 sierpnia. Pili od dłuższego czasu. Jak długiego, nie udało nam się ostatecznie dowiedzieć, bo szczęśliwi ponoć godzin nie liczą. Wuj siedział plecami do okna, a Boguś na wprost, patrząc raz na wuja, raz na zbierające się za oknem chmury.
Tu trzeba dodać, że pan Bogdan pijał zdecydowanie "na smutno". Pogarszająca się pogoda potrafiła tak bardzo go dosmucić, że aż mu się żyć odechciewało. Rok temu, tak mniej więcej o tej samej porze, patrząc w niebo wpakował sobie w pijanym zwidzie w brzuch nóż kuchenny, aż po samą rękojeść. Mężczyzna wyzdrowiał, lecz humor mu się nie poprawił.
◊
W podobnie pieskim nastroju pił też i tym razem. - Niedługo będzie znów zima, trzeba będzie palić w piecu, jakiś węgiel zamiast nalewki trzeba będzie kupić... - wymieniał powoli wuj, a panu Bogusiowi znów żyć się odechciewało.
Podczas, gdy wuj kontynuował listę niedogodności, jaki niesie za sobą zmiana pory roku, Bogdan W. podszedł do okna i wypatrzywszy tam solidny hak do wieszania karnisza, zawiązał na nim swój pasek od spodni, zrobił w nim pętlę i wsadził w nią głowę.
Wuj kontynuował rozmowę popijając, a Boguś, obsunąwszy się w dół z krzesła, zawisł na tym pasku.
Wuj mówił i mówił. Czasem nasłuchiwał, czy aby Boguś czegoś nie wtrąca, ale nie słysząc jego słów lub sądząc, że coś tam słyszy, mówił dalej.
◊
Rozmawiał tak z wiszącym Bogusiem przez całe dwa dni. Przysypiał nieco, nalewał i gadał dalej.
Wreszcie zaniepokojony brakiem odpowiedzi odwrócił się wreszcie ku oknu i zobaczył wiszącego Bogusia. Miał sino-zieloną twarz i z całą pewnością już nie żył.
Zerwał się tedy wuj, chwycił za nóż i wspiął z nim na krzesło. Odciął biedaka, którego bezwładne ciało upadło na podłogę, tłukąc przy tym szybę. Całkiem bezsensownie, jakby dla zatarcia śladów, obcięty pasek wyrzucił przez okno na podwórze i dopiero potem ruszył po pomoc.
Przybyli lekarz, policja i pani prokurator. Tą ostatnią zaintrygowała plama krwi na parapecie. Przez jakiś czas zastanawiała się nad udziałem wuja w śmierci pana Bogdana. Ostatecznie po przesłuchaniu ustalono, iż nie miał on ze śmiercią wiele wspólnego, jeśli zapomnieć o tym, że jej nie zapobiegł. On sam twierdził, że przez dugi czas tkwił w przekonaniu, że Boguś gdzieś tam trzeźwieje i bawił go rozmową. Nawet nie przypuszczał, że przez dwa dni mówił do nieboszczyka.
Niegdyś w pałacach mieszkali krzewiciele kultury narodowej. Dzisiaj nierzadko jest wręcz odwrotnie. Jak będzie w przyszłości? Tego pan Bogdan już się nie dowie. Pozostała po nim tylko marna pamięć i stara, schorowana matka.
|