Trwają zimowe ferie |  OBORNIKI. Ferie zimowe to czas, gdy wiele instytucji i placówek szkolnych stara się przygotować kreatywne i atrakcyjne sposoby spędzania czasu dla młodych ludzi. Poradnia Pedagogiczno - Psychologiczna realizowała program pod nazwą ,,Ciekawe Ferie''. W pierwszym cyklu spotkań uczestniczyło 12 dzieci w wieku od 5 do 9 lat. Prowadzący zajęcia psycholog, logopeda i pedagodzy przygotowali gry i zabawy, w których dzieci rozwijały wyobraźnie, kreatywność, ćwiczyły pamięć i umiejętność współpracy. Powstało wiele różnorodnych prac plastycznych, było dużo radości, zawiązały się też przyjaźnie. Na koniec zajęć, przy rozdawaniu pamiątkowych dyplomów dzieci wyrażały pragnienie ponownego spotkania w przyszłym roku. To najlepsza ocena, jaką mogli usłyszeć prowadzący zajęcia. Drugi cykl spotkań rozpoczyna się 25 stycznia, w tej grupie znajdą się dzieci w wieku od 8 do 11 lat. Zespół Szkół na Osiedlu Leśnym przygotował nie lada atrakcje dla dzieci ze szkoły podstawowej. Najmłodsi nie tylko wyjechali tradycyjnie do kina, ale także brali udział w zabawach organizowanych przez nauczycieli, spotkali się z policjantami, wypróbowując z sprzęt funkcjonariuszy. Niecierpliwiły się, aby zakuto ich w kajdanki. Wielu chciało również potrzymać pałkę policyjną, aby choć na chwilę poczuć siłę majestatu prawa. Spotkały się również z piekarzami obornickimi i obserwowały, jak wypieka się chleb.. Nieco inne podejście do ferii zaproponował OCS. Przemysław Cebulski i Dawid Żórawski zabrali dzieci nie tylko do kina i na bowling w Poznaniu, ale również - jak na placówkę sportową przystało - szerzyli zdrowy tryb życia. Codziennie dzieci pływały na basenie, ucząc się coraz lepiej rozwijać zdolności pływackie. Odwiedziły również Active Park oraz uczestniczyły w kuligu. Chyba najwięcej atrakcji dla młodzieży w każdym wieku przygotowało OOK, zaczynając w poniedziałek od występów iluzjonisty Eldamaso, który odsłonił rąbek tajemnicy swojej sztuki, a dzieci na własna rękę starały mu w niej dorównać. Przez cały miniony tydzień odbywały się warsztaty gitarowe, zajęcia taneczne, a także teatralne, na których młodzież wywijając językiem na lewo i prawo, uczyła się dykcji a także interpretacji popularnych książek, takich jak ,,Harry Potter'', pod czujnym okiem Alicji Nakonecznej. Wyjazd do Leśnej Izby Edukacyjnej Puszczy Noteckiej z powodu silnego mrozu został odwołany, ale pracownicy OOK zapewnili w tym czasie odpowiednia rozrywkę w ciepłym budynku domu kultury. Pierwszy tydzień wakacji zimowych zakończył się koncertem w gmachu OOK obornickich i poznańskich zespołów rockowych. Zagrały Ostatni Rejs, K.W.A.S., Satori i poznański M.o.s.s.a.D. Koncert zgromadził grupę fanów, po których widać było, że są przyzwyczajeni do mocnych dźwięków gitar elektrycznych. Chociaż już połowa ferii za nami, szykuje się jeszcze dużo atrakcji na najbliższy tydzień, dla wszystkich dzieci i młodych ludzi, którzy zechcą sie do nich przyłączyć. |
|
 | | OBORNIKI TV |
Podczas gdy reprezentacja Polski rozgrywała swoje spotkania, Lech Poznań rozegrał sparringowy mecz z Wełną Rogoźno. Największą gwiazdą był Bartosz Bosacki. Nie wszedł on jednak na boisko, ale rozdawał autografy i robił zdjęcia ze swoimi fanami. Wynik 11:1 dla Lecha.
 | | NR 628 - TEMATY KULTURALNE |
 | | W NAJNOWSZYM NUMERZE |
◊
Bogdan i wujek w jednym stali domu. Bogdan po prawej, a wujek po lewej.
Mieszkanie Bogdana W. dzieliła od mieszkania jego wuja zaledwie szerokość korytarza. Obaj krewni mieszkali w pałacu w Gołaszynie, a wygód tam nie było. Tak naprawdę ich lokale były tylko dawnymi pokojami podupadłego gmaszyska.
Bliskość wuja była 36-letniemu Bogdanowi bardzo na rękę, bo nie lubił spędzać czasu ze swą starą, schorowaną matką. Co innego gościna u wuja. Tam zawsze było coś do wypicia, zaś obaj należeli do wyjątkowych amatorów różnorakich nalewek babuni i win owocowo-siarkowych.
◊
Nie inaczej było 23 sierpnia. Pili od dłuższego czasu. Jak długiego, nie udało nam się ostatecznie dowiedzieć, bo szczęśliwi ponoć godzin nie liczą. Wuj siedział plecami do okna, a Boguś na wprost, patrząc raz na wuja, raz na zbierające się za oknem chmury.
Tu trzeba dodać, że pan Bogdan pijał zdecydowanie "na smutno". Pogarszająca się pogoda potrafiła tak bardzo go dosmucić, że aż mu się żyć odechciewało. Rok temu, tak mniej więcej o tej samej porze, patrząc w niebo wpakował sobie w pijanym zwidzie w brzuch nóż kuchenny, aż po samą rękojeść. Mężczyzna wyzdrowiał, lecz humor mu się nie poprawił.
◊
W podobnie pieskim nastroju pił też i tym razem. - Niedługo będzie znów zima, trzeba będzie palić w piecu, jakiś węgiel zamiast nalewki trzeba będzie kupić... - wymieniał powoli wuj, a panu Bogusiowi znów żyć się odechciewało.
Podczas, gdy wuj kontynuował listę niedogodności, jaki niesie za sobą zmiana pory roku, Bogdan W. podszedł do okna i wypatrzywszy tam solidny hak do wieszania karnisza, zawiązał na nim swój pasek od spodni, zrobił w nim pętlę i wsadził w nią głowę.
Wuj kontynuował rozmowę popijając, a Boguś, obsunąwszy się w dół z krzesła, zawisł na tym pasku.
Wuj mówił i mówił. Czasem nasłuchiwał, czy aby Boguś czegoś nie wtrąca, ale nie słysząc jego słów lub sądząc, że coś tam słyszy, mówił dalej.
◊
Rozmawiał tak z wiszącym Bogusiem przez całe dwa dni. Przysypiał nieco, nalewał i gadał dalej.
Wreszcie zaniepokojony brakiem odpowiedzi odwrócił się wreszcie ku oknu i zobaczył wiszącego Bogusia. Miał sino-zieloną twarz i z całą pewnością już nie żył.
Zerwał się tedy wuj, chwycił za nóż i wspiął z nim na krzesło. Odciął biedaka, którego bezwładne ciało upadło na podłogę, tłukąc przy tym szybę. Całkiem bezsensownie, jakby dla zatarcia śladów, obcięty pasek wyrzucił przez okno na podwórze i dopiero potem ruszył po pomoc.
Przybyli lekarz, policja i pani prokurator. Tą ostatnią zaintrygowała plama krwi na parapecie. Przez jakiś czas zastanawiała się nad udziałem wuja w śmierci pana Bogdana. Ostatecznie po przesłuchaniu ustalono, iż nie miał on ze śmiercią wiele wspólnego, jeśli zapomnieć o tym, że jej nie zapobiegł. On sam twierdził, że przez dugi czas tkwił w przekonaniu, że Boguś gdzieś tam trzeźwieje i bawił go rozmową. Nawet nie przypuszczał, że przez dwa dni mówił do nieboszczyka.
Niegdyś w pałacach mieszkali krzewiciele kultury narodowej. Dzisiaj nierzadko jest wręcz odwrotnie. Jak będzie w przyszłości? Tego pan Bogdan już się nie dowie. Pozostała po nim tylko marna pamięć i stara, schorowana matka.
|