Dwa dni i dwie noce z dudziarzami |  POŁAJEWO. Tegoroczne spotkania kolędników-dudziarzy były szczególne i to nie tylko ze względu na przypadający w tym roku jubileusz dziesięciolecia imprezy. Niespotykaną dotąd atmosferę imprezy wprowadziła obecność muzyków z różnych stron Europy, nowi prowadzący podczas koncertu galowego, ale przede wszystkim dodatkowy dzień dudziarskiego muzykowania w Połajewie. Dudziarzy można było spotkać w Połajewie już w sobotę 16 stycznia na wieczornych Mszach w Połajewie - tu zagrali muzycy ze Słowacji i Wielkopolski - oraz w Boruszynie, gdzie można było usłyszeć m.in. Szkotów z dudziarskiego bandu Scotpipe. Po zakończeniu Mszy, przy blasku świec z powodu braku prądu, muzycy spotkali się z mieszkańcami Połajewa w restauracji Silvano na dudziarskiej biesiadzie. Prąd na szczęście włączono, choć w kuluarach śmiano się, że dudziarze przecież i tak go do grania nie potrzebują. Popularność sobotniego biesiadowania przy muzyce przerosła oczekiwania organizatorów. Stoliki rezerwowano z tygodniowym wyprzedzeniem, a dla wielu osób ciekawych występów dudziarzy w tym niecodziennym otoczeniu, zabrakło miejsca. Tego wieczoru tańczono przy dźwiękach dud szkockich, słowackich, wielkopolskich i tradycyjnej muzyce góralskiej. W lokalu podzielonym na dwie odrębne sale trwała rywalizacja zasiadających w obu salach biesiadników. Wszyscy chcieli oglądać popisy zwłaszcza grających na dudach Szkotów, z towarzyszeniem dwóch dynamicznych werblistek, żonglujących podczas gry pałeczkami. Ostatecznie dudziarze grali dla jednych i drugich z takim samym zapałem i zaangażowaniem. Najbardziej wytrwali bawili się przy dźwiękach dud do 3 w nocy. Następnego dnia szkocka kapela wraz z Młodzieżową Kapelą Dudziarską z Połajewa zagrała dla wiernych w kaplicy w Młynkowie, dla połajewskich parafian zabrzmiała kapela słowacka Juraja Dufka i Lubomira Tatarki. Prawdziwy popis swoich umiejętności dali dudziarze ze wszystkich obecnych na X Spotkaniach Kolędników kapel podczas uroczystej mszy pasterskiej, celebrowanej przez biskupa Grzegorza Balcerka. Msza miała tego dnia bogata oprawę muzyczną, którą zapewnili oczywiście dudziarze, ale również miejscowy chór św. Cecylii, który zaśpiewał kilka kolęd. Wierni w kościele i słuchacze radia Emaus mogli również wysłuchać psalmu w profesjonalnym wykonaniu sopranistki z Poznania Benigny Jaskulskiej. Kazanie biskupa Balcerka nawiązywało do tragedii na Haiti. W kilku zdaniach odniósł się również do historii spotkań dudziarskich w Połajewie i ich symbolicznego wymiaru, nawiązując tym samym do sceny pokłonu pasterzy-dudziarzy utrwalonej na renesansowym tryptyku umieszczonym w nawie bocznej połajewskiej świątyni. Po Mszy nastąpiło tradycyjne kolędowanie dudziarzy przy tryptyku i żłóbku. W koncercie zaprezentowały się wszystkie kapele. Chętnie śpiewano wraz z Janem Karpielem-Bułecką i Stanisławą Szostak z Poronina pastorałkę „Oj Maluśki, maluśki”. Duże wrażenie wywołały występy szkockiej grupy Scotpipe Scotta Duncana z Edynburga, a jeszcze większe przekazywane sobie na ucho uwagi o tym, że Szkoci mimo przeszywającego zimna, mieli w kościele gołe nogi. Domysły obecnych co do szkockiego ubioru przerwało wystąpienie dyrektor Szkoły Podstawowej w Boruszynie Elżbiety Nowak, która w imieniu Lesley Duncan, menedżera i ducha opiekuńczego zespołu ze Szkocji wywołała na środek rodzinę państwa Smogurów z Przybychowa. Okazało się, że Lesley Duncan, znana z wielkiego serca i chęci niesienia pomocy, postanowiła przekazać wózek inwalidzki w imieniu swego zespołu potrzebującemu mieszkańcowi gminy Połajewo. Po konsultacjach z władzami Stowarzyszenia Rodziców Dzieci Niepełnosprawnych w Połajewie oraz szkołą w Boruszynie, która od kilku lat współpracuje ze szkockimi muzykami, wybór padł na Artura Smogura, którego wózek w ostatnim czasie uległ dużemu zniszczeniu. A że wózek inwalidzki ofiarowany przez grupę Scotpipe przeznaczony był dla osoby dorosłej, długo nie wahano się z wyborem. Wzruszony ojciec Artura dziękował za bezinteresowną pomoc. Kolejna niespodzianka dotyczyła trzech chłopców-dudziarzy z Młynkowa i Stęszewa, którzy w grudniu uczestniczyli w koncercie charytatywnym w Edynburgu, dokąd pojechali na zaproszenie katolickiego prymasa Szkocji Keitha O’Briana. Cała trójka za pośrednictwem kapeli dostała pisemne podziękowania od kardynała O’Briana, pamiątkowe zdjęcie oraz świece dla parafii w Połajewie. Przemarsz korowodu kolędników i dudziarzy był w tym roku, z racji temperatury, wyjątkowo szybki. Rozgrzewano się przy wspólnym obiedzie, na którym również wręczono podziękowania w formie witraży z wizerunkiem dudziarskiej sceny z tryptyku. Takie specjalne wyróżnienie otrzymali m.in. ksiądz biskup, wielki miłośnik połajewskich spotkań i uznany muzykolog poznański oraz badacz folkloru profesor Bogusław Linette i proboszcz parafii w Połajewie ks. kanonik Henryk Mucha. Dla wszystkich kapel i zaproszonych gości miejscowy GOK przygotował upominki z logo spotkań wraz z dudziarskim kalendarzem - pierwszym i jedynym takim w Polsce. O godz. 14.00 na sali widowiskowej GOK-u odbył się koncert galowy. Zainaugurował go występ orkiestry dętej, a następnie zebrana jak zwykle licznie publiczność mogła zobaczyć na scenie nowych prowadzących. W tej roli wystąpili z wielkim powodzeniem wspomniani Jan-Karpiel Bułecka i Stasia Szostak, tworząc zgrany duet, dowcipnie, z klasą i oczywiście gwarą komentujący bieg wypadków na scenie. Salwy śmiechu wzbudziły pierwsze pani Stasi, która po powitaniu dobrodziejów, co grzechy odpuszczają przystąpiła do powitań. Następnie na salę wszedł barwny korowód muzyków. Ostatni do sali wkroczyli inicjatorzy dudziarskiego kolędowania, wójt Stanisław Pochyluk oraz dyrektor Muzeum Instrumentów Muzycznych w Poznaniu Janusz Jaskulski, obaj z imponującej długości instrumentami. W koncercie zaprezentowały się wszystkie grające w kościele zespoły, spośród których, obok Szkotów, Słowaków i dudziarskiej młodzieży z Połajewa, należy wymienić dudziarzy z Bukówca Górnego Tomasza Kicińskiego, koźlarzy Leonarda Śliwy ze Zbąszynia oraz Kapelę Dudziarzy Wielkopolskich CK Zamek z mistrzem połajewskich dudziarzy Romuladem Jędraszakiem. Przed koncertem Szkotów niezastąpiony duet Bułecka-Szostak wykonał, ku uciesze publiki, ponoć starą góralską przyśpiewkę: hej, byłem na Giewoncie, byłem na Świnicy, hej widziołem cudoka, w kraciatej spódnicy, z prośbą, by może zbyt dosłownie jej gościom nie tłumaczyć. Występy dudziarskiej braci oraz dowcipne przyśpiewki prowadzących przeplatano popisami artystycznymi miejscowych artystów oraz ogłaszaniem wyników konkursów. W dwóch piosenkach świątecznych zaprezentowały się dzieci z przedszkola w Połajewie, w pięknych niebieskich strojach gwiazdeczek-śnieżynek, zaraz po nich wystąpiły dzieci z przedszkola w Młynkowie, które swoje tańce zadedykowały gościom ze Szkocji. Radości tych drugich nie było końca, gdy zobaczyli dzieci w tradycyjnych szkockich kiltach, tańczące tradycyjne szkockie tańce. Miłych niespodzianek było tego dnia więcej. Specjalne wyróżnienie szarfą w szkocką kratę jako znak przyjaźni i zapowiedź rychłej współpracy z grupą Scotpipe otrzymała z rąk Lesley Duncan Miłosława Nowicka, instruktor GOK-u, zaś szkocką czapką w dowód uznania za trud organizacji dla wszystkich, wyróżniono dyrektor GOK-u Małgorzatę Hejdysz. W konkursie na najlepszą grupę kolędniczą triumfowali kolędnicy misyjni z Krosina, zaś w rodzinnym konkursie na najpiękniejszą szopkę betlejemską nagrody otrzymały dzieci przedszkolne, które wraz z rodzicami wykonały prawdziwe dzieła sztuki. Rozstrzygnięto również konkurs fotograficzny dla gimnazjalistów Moja gmina w obiektywie. Na podium znalazły się dziewczęta: Martyna Bukowska, Milena Henke i Kinga Kaczmarek, zaś kilkoro młodych nagrodzono wyróżnieniami. Przy okazji imprezy można było również obejrzeć wystawę przygotowana przez nauczycieli szkoły w Boruszynie, w tym z Krosina i Tarnówka, poświeconą m.in. kontaktom szkoły ze Scotpipe z Edynburga. Ścianę sali widowiskowej zdobiły dudziarskie kalendarze z dziesięciu edycji imprezy. X Spotkania kolędników-dudziarzy w Połajewie należały do bardzo udanych i zgromadziły liczna publikę, złożoną z miłośników folkloru i dobrej zabawy z całej Wielkopolski. Obecność wielu znakomitych gości oraz rosnąca popularność imprezy świadczą o jej ponadlokalnym wymiarze, przy zachowaniu lokalnej tradycji i odrębności kulturowej. |
|
 | | OBORNIKI TV |
Podczas gdy reprezentacja Polski rozgrywała swoje spotkania, Lech Poznań rozegrał sparringowy mecz z Wełną Rogoźno. Największą gwiazdą był Bartosz Bosacki. Nie wszedł on jednak na boisko, ale rozdawał autografy i robił zdjęcia ze swoimi fanami. Wynik 11:1 dla Lecha.
 | | NR 628 - TEMATY KULTURALNE |
 | | W NAJNOWSZYM NUMERZE |
◊
Bogdan i wujek w jednym stali domu. Bogdan po prawej, a wujek po lewej.
Mieszkanie Bogdana W. dzieliła od mieszkania jego wuja zaledwie szerokość korytarza. Obaj krewni mieszkali w pałacu w Gołaszynie, a wygód tam nie było. Tak naprawdę ich lokale były tylko dawnymi pokojami podupadłego gmaszyska.
Bliskość wuja była 36-letniemu Bogdanowi bardzo na rękę, bo nie lubił spędzać czasu ze swą starą, schorowaną matką. Co innego gościna u wuja. Tam zawsze było coś do wypicia, zaś obaj należeli do wyjątkowych amatorów różnorakich nalewek babuni i win owocowo-siarkowych.
◊
Nie inaczej było 23 sierpnia. Pili od dłuższego czasu. Jak długiego, nie udało nam się ostatecznie dowiedzieć, bo szczęśliwi ponoć godzin nie liczą. Wuj siedział plecami do okna, a Boguś na wprost, patrząc raz na wuja, raz na zbierające się za oknem chmury.
Tu trzeba dodać, że pan Bogdan pijał zdecydowanie "na smutno". Pogarszająca się pogoda potrafiła tak bardzo go dosmucić, że aż mu się żyć odechciewało. Rok temu, tak mniej więcej o tej samej porze, patrząc w niebo wpakował sobie w pijanym zwidzie w brzuch nóż kuchenny, aż po samą rękojeść. Mężczyzna wyzdrowiał, lecz humor mu się nie poprawił.
◊
W podobnie pieskim nastroju pił też i tym razem. - Niedługo będzie znów zima, trzeba będzie palić w piecu, jakiś węgiel zamiast nalewki trzeba będzie kupić... - wymieniał powoli wuj, a panu Bogusiowi znów żyć się odechciewało.
Podczas, gdy wuj kontynuował listę niedogodności, jaki niesie za sobą zmiana pory roku, Bogdan W. podszedł do okna i wypatrzywszy tam solidny hak do wieszania karnisza, zawiązał na nim swój pasek od spodni, zrobił w nim pętlę i wsadził w nią głowę.
Wuj kontynuował rozmowę popijając, a Boguś, obsunąwszy się w dół z krzesła, zawisł na tym pasku.
Wuj mówił i mówił. Czasem nasłuchiwał, czy aby Boguś czegoś nie wtrąca, ale nie słysząc jego słów lub sądząc, że coś tam słyszy, mówił dalej.
◊
Rozmawiał tak z wiszącym Bogusiem przez całe dwa dni. Przysypiał nieco, nalewał i gadał dalej.
Wreszcie zaniepokojony brakiem odpowiedzi odwrócił się wreszcie ku oknu i zobaczył wiszącego Bogusia. Miał sino-zieloną twarz i z całą pewnością już nie żył.
Zerwał się tedy wuj, chwycił za nóż i wspiął z nim na krzesło. Odciął biedaka, którego bezwładne ciało upadło na podłogę, tłukąc przy tym szybę. Całkiem bezsensownie, jakby dla zatarcia śladów, obcięty pasek wyrzucił przez okno na podwórze i dopiero potem ruszył po pomoc.
Przybyli lekarz, policja i pani prokurator. Tą ostatnią zaintrygowała plama krwi na parapecie. Przez jakiś czas zastanawiała się nad udziałem wuja w śmierci pana Bogdana. Ostatecznie po przesłuchaniu ustalono, iż nie miał on ze śmiercią wiele wspólnego, jeśli zapomnieć o tym, że jej nie zapobiegł. On sam twierdził, że przez dugi czas tkwił w przekonaniu, że Boguś gdzieś tam trzeźwieje i bawił go rozmową. Nawet nie przypuszczał, że przez dwa dni mówił do nieboszczyka.
Niegdyś w pałacach mieszkali krzewiciele kultury narodowej. Dzisiaj nierzadko jest wręcz odwrotnie. Jak będzie w przyszłości? Tego pan Bogdan już się nie dowie. Pozostała po nim tylko marna pamięć i stara, schorowana matka.
|