Żmija atakuje nad Wartą w Obornikach: dwa ukąszone psy zdołano uratować |  OBORNIKI. W niedzielę wielkanocną pewna mieszkanka Obornik, skuszona wspaniała wiosenną pogodą, wybrała się na spacer ze swoimi dwoma psami. Udała się na polanę pomiędzy mostem kolejowym na ul. Powstańców Wielkopolskich a dawną hutą szkła, która jest jednym z ulubionych miejsc czworonogów. W czasie, gdy oborniczanka rozkoszowała się promieniami wiosennego słońca, zwierzęta skakały równie zadowolone z matki natury, która wreszcie wpuściła trochę ciepła na świat. Z cudownego letargu obudziło kobietę głośne szczekanie psów, które biegały z otwartymi pyskami wokół jednego miejsce na polanie. Zaniepokojona kobieta podbiegła do psów i ze zdziwieniem zauważyła, że przyczyną zamieszania była żmija zygzakowata. Zaciekawiona sytuacją, oglądała i nagrywała kamerą około 60 centymetrowego gada, póki nie zniknął w czeluściach traw. Z przerażeniem jednak zauważyła, że jej dwójka czworonogów w walce z wężem została ukąszona w łapy. Z godziny na godzinę miejsca zainfekowane przez jad puchły. Nie mając wyboru zapakowała swoich zwierzęcych przyjaciół do samochodu i pojechała od kliniki weterynaryjnej w Poznaniu. Weterynarz po obejrzeniu obrażeń zadanych przez żmiję zwrócił uwagę, że jeżeli kobieta zwlekałaby jeszcze chociaż kilka godzin, psy mogły zdechnąć. Podał surowicę a psy przeżyły. Na szczęście tym razem nic poważnego się nie stało, jednak trudno sobie wyobrazić tragedię, jaka mogłaby się wydarzyć, gdyby w tym samym miejscu bawiło się dziecko. Żmija zygzakowata jest jedyną trującą żmiją w Polsce, jej jad nie może zabić dorosłego mieszkańca, jednak dla osób chorych oraz najmłodszych może być śmiertelny. Z ostatnich informacji wynika, że w ostatnich latach na terenie kraju dochodzi do plagi żmij zygzakowatych. Są one coraz częściej spotykane na terenie całej Polski i w nie spotykanych dotąd ilościach. Lekarze, do których zwróciliśmy się po poradę twierdzą, że po ukąszeniu przez żmiję nie należy wyciskać ani ssać ranny. Wskazanym jest obmycie rany zimną wodą z mydłem i natychmiastowe udanie się do szpitala po surowice, która tak naprawdę jest jedynym skutecznym lekarstwem na tego typu rany. Niezwykły film nagrany przez mieszkankę Obornik nad Wartą będzie można obejrzeć na naszej stronie internetowej www.oborniki.com.pl, w Oborniki TV. |
|
 | | OBORNIKI TV |
Finał powiatowego dyktanda w Obornikach.
 | | NUMER 639 - TEMATY |
 | | W NAJNOWSZYM NUMERZE |
◊
Około godz. 17 w miniony czwartek mieszkaniec Obornik, pochodzący z Gorzewa, wracał rowerem do domu z pracy w Popówku. Jechał wzdłuż prawej strony drogi, gdy nagle z wielką siłą coś uderzyło go w lewy bok i wyrzuciło w powietrze. Mężczyzna przeleciał kilka metrów nad rowem, lądując na pobliskim polu. Kierowca samochodu nawet się nie zatrzymał, uciekając z miejsca wypadku.
Poszkodowany oborniczanin natychmiast zadzwonił na policję informując o zdarzeniu. Po kilku minutach nadjechał radiowóz. Funkcjonariusze słysząc pełną historię zderzenia mężczyzny z ciężarówką zbadali go alkomatem. Gdy wynik badania okazał się negatywny, policja ze zdwojoną siłą wzięła się do pracy. Fakt, że po takim wypadku rowerzysta miał jedynie wystawiony bark był zdumiewający. Policja sprawdziła monitoring miejski w poszukiwaniu zgodnego z rysopisem pojazdu z uszkodzeniami z przodu.
Okazało się, że kierowca ciężarówki zahaczył rowerzystę lusterkiem, które zwisało wzdłuż pojazdu. To wystarczyło, aby po niespełna godzinie oborniccy policjanci złapali nieodpowiedzialnego kierowcę. Odpowie za ucieczkę z miejsca zdarzenia.
◊
Kilkanaście wozów strażacki z trzech powiatów i kilkugodzinna akcja gaśnicza, to konsekwencje wybryku nieodpowiedzialnej młodzieży z Żernik i Łukowa. W minioną środę, kilka minut przed północą, podpalono składowane w lesie, w pobliżu miejscowości Szymankowo, drewno. O pożarze poinformował straż pożarną mieszkaniec Uchorowa. Dwa wozy strażackie wyjechały z Obornik, by uratować las od płomieni. Po przyjeździe na miejsce zdarzenia strażacy zdali sobie sprawę, że w tak małej grupie nie mają szansy z żywiołem. Paliło się 100 metrów sześciennych drewna składowanych w sztaplach o wysokości czterech metrów. Ogień przedostawał się z kawałka drewna na następny i prawie dotarł do lasu. Jeżeli tam wpadłaby choćby jedna iskra, mogłaby spowodować ogromne straty w drzewostanie. Wezwano dodatkowe wozy z Obornik jednak i one mogły nie starczyć. Na pomoc strażakom przyjechali koledzy po fachu z Murowanej Gośliny i Poznania. W sumie 11 wozów strażackich i kilkudziesięciu strażaków gasiło ogień do wczesnych godzin rannych.
Oczywistym powodem pożaru było podpalenie. Na miejscu zdarzenia znalazła się policja i leśnicy. Jak zdołaliśmy się dowiedzieć, od osób przebywających na miejscu zdarzenia, podejrzewanymi o podpalenie są młodzi ludzie z wsi Żerniki i Łukowo. Policja szuka sprawców. Koszty akcji gaszenia i spalonego drewna sięgają wielu tysięcy złotych.
◊
Pod koniec ubiegłego roku pisaliśmy o prawdopodobnej próbie zdefraudowania przez księgową szkoły podstawowej nr 3 pieniędzy zdeponowanych na funduszu pożyczkowym w kasie zapomogowo-pożyczkowej. Znajdowało się na nim kilkadziesiąt tysięcy należących do pracowników tej szkoły.
Następczyni Zygmunta Dyczkowskiego, Lidia Polcyn zarządziła kontrolę, która potwierdziła podejrzenie zniknięcia pieniędzy. O ile Dyczkowski był zdania, że księgowa Halina S., nie wpłacała pieniędzy na właściwe konto z powodu niechlujnego prowadzenia księgowości. Dyrektor Polcyn była prawdopodobnie odmiennego zdania i zwolniła księgową. Jej opinię potwierdziła obornicka prokuratura dyrektora stawiając księgowej Halinie S., zarzut przywłaszczenia pieniędzy. Trwa w tej sprawie postępowanie poprzedzające sporządzenie aktu oskarżenia. Nie jest też do końca ustalona kwota zaboru. Prokurator rejonowy w Obornikach Elżbieta Gryziecka nie chce komentować tej sprawy twierdząc, że - kilka rzeczy może się jeszcze zmienić. W razie postępu w tej sprawie, poinformujemy i nim naszych czytelników.
◊
Zwarcie w instalacji elektrycznej było przyczyną pożaru na ul. Łukowskiej. W minioną środę około godz. 17 spod maski busa zaczął wydobywać się dym. Po krótkiej chwili pojawiły się również płomienie, które zaczęły trawić komorę silnika. Na szczęście w środku pojazdu nie znajdowali się pasażerowie. Przejeżdżający ulicą kierowcy zauważyli ogień i wezwali straż pożarną. Jeden wóz bojowy i pięciu strażaków w kilka minut poradziło sobie z zagrożeniem. Po ugaszeniu ognia usunęli pojazd na pobocze. Spaleniu uległy komora silnika, karoseria i miejsca dla kierowcy, oraz pasażera. Straty wyniosły kilka tysięcy złotych.
|