oborniki.com.pl » historia: strona główna » biografie i wspomnienia
Czesław Kiwertz
Obornicki pastor
i królewskie miasto nad Wartą
Copyright © 2007 Gazeta Powiatowa Ziemia Obornicka

W październiku 2007 roku odwiedził Oborniki Helmut Brauer, syn ostatniego pastora ewangelickiego w mieście. Pastor Wilhelm Brauer był nie tylko gospodarzem kościoła, dzisiaj już katolickiego pod wezwaniem św. Józefa, ale i historykiem opisującym czasy, miejsca i ludzi.
Spotkanie w bibliotece - syn pastora za biurkiem z laptopem.
Zanim opuścił Oborniki 21 stycznia 1945 roku utrwalał je na zdjęciach. Odwiedzał ze swą Leicą okolice, fotografował całymi dniami a i nocą. Robił zapiski i dzięki nim napisał książkę zatytułowaną "Oborniki, królewskie miasto nad Wartą".
Jego syn, również pastor, prócz książki, którą podarował obornickiej bibliotece, przywiózł setki zdjęć ojca w nadziei, iż ktoś z obecnych na spotkaniu rozpozna przedstawiane na nich postaci, miejsca lub dopowie dalszy ciąg zarejestrowanych na fotografiach fragmentów historii.
Nie zawiódł się. Jerzy Wolniewicz, Tadeusz Dudek, ks Hieronim Pohl, Elżbieta Kowalik, Aldona Banik i pan Gierka dodali do zdjęć wiele słów komentarza. Najciekawsze było jednak to, co niemiecki gość usłyszał od ojca, świadka minionych dni. Swe posługi duszpasterskie świadczył on nie tylko w kościele ewangelickim, ale i w dawnym klasztorku pofranciszkańskim. Łatwiej było go ogrzać, więc tam był zimowy kościół. Prócz niego na parterze mieściła się ochronka z darmową kuchnią dla ubogich a na piętrze mieszkała siostra zakonna, opiekująca się chorymi w domach.
Pastor Wilhelm Brauer - zdjęcie przed drugą wojną światową zrobione na terenie ogrodu pastorówki, z tyłu widoczny mur cmentarza katolickiego.
Kościół ewangelicki nie bardzo się zmienił, może z wyjątkiem, wieży, teraz o sześć metrów niższej. W kościele stała chrzcielnica, w której Helmut Brauer został 65 lat temu ochrzczony. Dziś jej już tam nie ma. Nie ma też na wieży dzwonów, które jego ojciec sprowadził do Obornik z Niemiec.
Między innymi te obornickie dzwony wpłynęły na jego sympatie polityczne. Wcześniej umiarkowany zwolennik narodowego socjalizmu, po tym jak nowiutkie dzwony ledwie zawisły na wieży a już musiał je zdjąć i oddać na potrzeby hitlerowskiej armii, najwyraźniej zmieniły zapatrywania i stał się umiarkowanym antyfaszystą.
Na zdjęciach pastora można było podziwiać piękne witraże, później powybijane kamieniami przez powojennych chuliganów. Przez dziesiątki lat zmieniał się nie tyko kościół, ale i miasto. Po dawnym staroście, doktorze Sznytzu pozostały zdjęcia, jak przechadza się po bruku ulicy Lipowej i Mickiewicza oraz willa zamieniona potem na przedszkole, które kilka lat temu spłonęło.
Nie ma Heimatu, bo jest tam teraz ulica Stefanowicza. Nie ma torów kolejowych do gazowni a i gazowni też już nie ma. Pozostały fotografie skrzętnie przechowywane przez pastora Brauera. Ofiarował je Bibliotece Publicznej a my postaramy się je publikować na naszych łamach i na stronie internetowej.
Pamiątkowe zdjęcie pastora z młodzieżą po uroczystej konfirmacji w kościele protestanckim, wiosna 1938 roku.
Wśród zdjęć są ówcześni notable, ale najczęściej zwykli ludzie. Są piękne widoczki naszego miasta, ale i zdjęcia z manifestacji na rynku, pełnym Wermachtu oraz flag ze swastykami. Są fotografie rodzinne, z różnych uroczystości a także zdjęcia 20 zakładników więzionych na wypadek sabotażu.
Koło historii się obróciło i dawne miejsca służą zupełnie czemu innemu. Nie ma już i tamtych ludzi i tamtych klimatów Obornik, królewskiego miasta nad Wartą, jak je nazywał pastor Brauer.
Spotkanie z jego synem zakończyła pewna historia. Towarzyszyła mu Niemka, która też miała korzenie w naszym mieście. Mieszkał tu jej dziadek i ojciec. Miała też kuzyna mieszkającego przy ulicy Bahnhofstrasse, czyli po polsku Dworcowej (od 1935 roku z przerwą na nazizm i komunizm zwaną ulicą Piłsudskiego). Potem w tym samym domu mieszkała pani Anna Dziarmaga, która jak opowiedziała, ma także korzenie niemieckie. Jej dziadek nazywał się Hohhoűser i pochodził z Bawarii.
W Obornikach, mieście przez wieki na poły polskim, a na poły niemieckim takie historie można było spotkać na każdym niemal rogu ulicy. Losy Polaków i Niemców często się przeplatały. Raz były to relacje bardziej poprawne innym razem mniej. Gdy Niemka obecna na spotkaniu wspomniała, że jej ojciec nazywał się Wolfgang Ratke i był granatowym policjantem, pani Elżbieta Kowalik westchnęła - to chyba ten, co mnie bił.
Pastor Wilhelm Brauer - zdjęcie z Obornik z okresu drugiej wojny światowej.
Po spotkaniu w bibliotece Brauer odwiedził dawny kościół ojca. Tam powiedział - jest to dla mnie poruszający moment, być dzisiaj tutaj i móc przemawiać do Państwa. Państwo mi tutaj w Obornikach przygotowaliście wspaniałe przyjęcie. Państwa serdeczność i Państwa miłość są jak kosztowy upominek, o który będę się troszczył i godnie go przechowywał. Mój ojciec był chętnie pastorem także i tutaj w Obornikach. Jego miłość do tego miasta oddziałała również i na mnie. Przez jego słowa i jego zdjęcia stały się Oborniki dla mnie czymś wielkim, cudownym, miejscowością z łaską Bożą.
Książka o Obornikach i zbiór fotografii są najlepszymi świadkami cząstki historii miasta. Ta jest żywa i co raz to odsłania kolejne strony. Pewnie dlatego wciąż ją trzeba pisać na nowo.


Zobacz także:
Zmieniono 1 września 2008 roku.
Teksty oznaczone znakiem © są własnością wydawcy - Gazety Powiatowej Ziemia Obornicka - i podlegają prawu autorskiemu. Można je powielać w jednym egzemplarzu dla własnych potrzeb. Cytowanie wyłącznie z podaniem źródła. Ilustracje, jeżeli nie podano inaczej, są również własnością wydawcy i ich dalsze użycie wymaga uzyskania jego zgody.
Kontakt z autorami

do góry